25 Lis

KRAINA CIENI: LEGENDA – przeczytaj rozdział 1

Chętnie dzielę się z Wami dobrymi nowinami – oto jedna z nich. Praca nad polską wersją językową powieści „Kraina Cieni: Legenda” szybko posuwa się do przodu. Niedługo będę mogła się nią z Wami podzielić. A na razie zachęcam do przeczytania krótkiego opisu oraz pierwszego rozdziału (pod spodem).

okladka-kraina-cieni-frontCzas zimowej szarugi sprzyja, a nawet zaprasza, aby zrelaksować się w cieple domowego zacisza. Jeśli lubicie książki fantazyjne, które jak zwierciadła odbijają to, co dzieje się w naszej rzeczywistości i mogą dać nam inspirację do tego, jak tę naszą rzeczywistość rozumieć i zmieniać – to jest to książka dla Was.

Od dawna mówiłam, że wszyscy żyjemy obecnie w „Krainie Cieni”, a nasz świat nie tylko szybko się zmienia, ale też coraz wyraźniej można dostrzec, że zmiany zdecydowanie nam są potrzebne.

Powieść „Kraina Cieni: Legenda” oparta jest na moim scenariuszu do filmu „Shadowland: The Legend”, który obejrzała na razie publiczność północno-amerykańska, do Polski jeszcze nie dotarł – ale może coś z tym zrobimy (choćby tu, na mojej stronie). Po sukcesie filmu na rynku amerykańskim i kanadyjskim, napisałam opartą na nim książkę, przy współpracy z brytyjskim pisarzem Roy’em Fitzsimmonds. Książka otrzymała nagrody na międzynarodowych festiwalach książek w Nowym Yorku i San Francisco.

(Ciekawostka: muzykę do filmu napisał znany polski kompozytor Romuald Lipko – można obejrzeć wideo muzyczne na YouTubie – TUTAJ).

Zapraszam serdecznie do przeczytania opisu i pierwszego rozdziału powieści.

Miłego czytania!

johanna-signature-black-copy

KRAINA CIENI: LEGENDA

POLSKA WERSJA JĘZYKOWA – JOHANNA KERN

kraina-cieni-on-white_perspectiveOpis: Franek oraz jego siostra Karolina przypadkowo zostają przeniesieni do tajemniczego miasta Attic Town w Krainie Cieni, gdzie rządzi Wielki Syndykat. Jego armia Cieni porywa każdego kto znajdzie się na ulicach po zapadnięciu zmroku, a za dnia miasto terroryzowane jest przez Patrolujących Złodziei. Tu, ulice nie posiadają nazw, a każdy kto trafi do miasta, może nigdy nie odnaleźć drogi powrotnej. Gdy rodzeństwo szukając drogi do domu rozdziela się, zagubiony Franek spotyka jednego z Patrolujących Złodziei, Donlora, i wbrew własnemu przeczuciu nabiera do niego zaufania. Tymczasem Karolina trafia na farmę poza miastem. Jeśli nie zdąży pomóc Frankowi przed zapadnięciem zmroku, chłopiec na zawsze już pozostanie jednym z okrutnych lordów, zagubiony w Krainie Cieni. W tym samym czasie podziemna opozycja zaczyna rewolucję…


 

 

ROZDZIAŁ 1

LEGENDA I WIESZCZKA

cien_alphabet-w-b%c2%b6w-bszystkie okna i drzwi zamykano już na noc: „łup, łup, łup, łup!” Echo niosło ten dźwięk, jak złowieszczy odgłos werbla poprzez ulice miasta zwanego Attic Town.

Mała Elza naciągnęła koc na głowę. Wsłuchując się w hałasy z zewnątrz, czuła jak jej oddech ociepla jej twarz. Hałasy wzmagały się, wraz z narastającą ciemnością i wzbierającym lękiem. Wkrótce Cienie rozpanoszą się w ciemności i nikt przy zdrowych zmysłach nie wyjdzie na ulicę po zapadnięciu zmroku. Cienie nie zaprzątały sobie głowy jakimikolwiek przemyśleniami ani nie oceniały sytuacji. Po prostu zabierały każdego, jak leci. Nieważne kim byłeś, jeśli przyszłaby Twoja kolej, Cienie na pewno by Cię odnalazły i dopadły. Możesz być tego pewien. Trzeba przyznać, że pod tym względem Cienie były naprawdę sprawiedliwe.

Mike, szesnastoletni brat Małej Elzy, leżał w łóżku, wpatrując się w sufit szeroko otwartymi oczami. Teraz inny dźwięk potoczył się pustymi ulicami miasta. Wzmocniony przez echo, przecinał noc jak ostry nóż, opanowując przerażeniem mieszkańców. To Cienie wylegały na ulice. Zimne, bezwzględne i bezlitosne.

Ani Mike ani Mała Elza nie byli w stanie wykonać żadnego ruchu. W sumie i tak nie można było niczego innego zrobić, jak tylko czekać na to, aż noc wreszcie się skończy. Z pierwszym promykiem światła Cienie wczołgają się z powrotem do swych tajemnych nor, których nikt jeszcze nigdy nie widział, a ludzie powychodzą z domów. Będą to robić powoli, rozglądając się wokół i licząc sąsiadów, aby upewnić się, że wszyscy jeszcze tam są. Dzieci ponownie będą bawić się na ulicach, a może nawet biegać, jeśli Patrolujący Złodzieje nie skarcą ich i nie przegonią z chodników. Nigdy nie było wiadomo w jakim nastroju będą Patrolujący Złodzieje. Mogli mieć lepsze i gorsze dni, tak jak wszyscy. Podobnie jak Cienie w nocy, Patrolujący Złodzieje wykonywali swoją pracę w ciągu dnia. Przemierzali ulice, utrzymując ścisły porządek w mieście Attic Town, stolicy kraju zwanego Krainą Cieni.

Mike przeważnie ostatni zapadał w sen. Był również tym, który zwykle pierwszy się budził w całym domu. Chłopiec stał się żywicielem rodziny, po tym jak ich ojciec zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Wszyscy myśleli, że to Cienie go porwały, ale Mike wcale nie był tego taki pewien. Dlaczego nic a nic nie było słychać tamtej nocy? Czemu Cienie nie wydały tym razem tego przeraźliwego dźwięku, jakby wycia, które za każdym razem przenikało ciemności, gdy kogoś porywały? Nie, Mike zupełnie nie dowierzał, że Cienie miały cokolwiek z tym wspólnego. Nadal miał nadzieję, że uda się rozwiązać tę zagadkę i że ojciec pewnego dnia powróci do domu.

Zarówno on, jak i mała Elza bardzo przypominali wyglądem ojca, ze swymi gęstymi, zwykle trochę zmierzwionymi włosami, trochę przydługimi z przodu i spadającymi im na błyszczące, ciemne oczy. Rodzeństwo było tak do siebie podobne, że ludzie mogliby wziąć Elzę za dwunastoletniego chłopaka, gdyby nie miała na sobie sukienki.

Mike często myślał, że wolałby mieć brata. Kogoś z kim mógłby dzielić się wszystkimi tajemnicami, mocować się albo ścigać dzikie gęsi na obrzeżach miasta. Nie to, żeby było coś nie tak z dziewczynami. Jego sąsiad, siedemnastoletni Paul, miał swoją dziewczynę, o ładnej twarzy i miłym uśmiechu. Nazywała się Sheela. Mike dowiedział się od Paula, że zbierała motyle. Ale nie te prawdziwe, o nie, w życiu niczego by nie skrzywdziła. Zamiast tego, robiła je z łupin orzeszków ziemnych, piór, papierków po cukierkach i ze wszystkiego kolorowego i błyszczącego, co tylko mogła znaleźć. Paul mówił, że Sheela udekorowała calutką ścianę tymi swoimi motylami.

Poranek zastał Mike’a mocno śpiącego, marzącego we śnie, że ma tak ładną i miłą dziewczynę jak Sheela, która robi przepiękne motyle i ozdabia nimi ściany w jego pokoju.

– Tup, tup, tup, tup! – rozległ się odgłos stóp na chodniku, budząc chłopca. Mike szybko otworzył oczy i usiadł na łóżku. Musiało już być późno! Spojrzał na zegarek, który wskazywał dopiero szóstą. Wzruszył ramionami: ktoś więc był na ulicy wcześnie rano.

Wstał z łóżka cichutko, aby nie narobić hałasu, który mógłby zbudzić matkę lub siostrę. Niech sobie jeszcze pośpią. Chłopiec uśmiechnął się. Tak właśnie robił ich kochający ojciec. A teraz była jego kolej, aby dbać o rodzinę najlepiej, jak tylko mógł. Wielki Syndykat, który rządził krajem, pozwalał zatrudniać niepełnoletnich na stanowiskach zajmowanych poprzednio przez zaginionych rodziców, za wynagrodzeniem równym połowie zwykłej pensji. Mike uważał, że miał dużo szczęścia, skoro mógł nauczyć się obsługiwać maszynę do wycinania podeszw butów dla Patrolujących Złodziei. Była to całkiem przyzwoita praca w pobliskiej fabryce i szło mu w niej zupełnie dobrze.

– Tup, tup, tup, tup – odgłos kolejnych kroków na zewnątrz przykuł jego uwagę. Nie, to nie było normalne na ich ulicy o tak wczesnej porze. Podszedł do okna i dyskretnie wyjrzał. Ulica była pusta.

Zdziwiony tym chłopiec udał się do kuchni, aby coś przekąsić przed wyjściem do fabryki. Uśmiechnął się, gdy otworzył lodówkę. Każdego ranka znajdował w niej czekające na niego prawdziwe rarytasy: truskawki, naleśniki z jagodami, ciasteczka czekoladowe albo jakiś deser, na przykład ryż z rodzynkami. Jego siostra zawsze coś przygotowywała dla niego wieczorem, aby przyjemnie rozpoczynał mu się dzień. Dzisiaj to była miseczka świeżych malin.

Podczas kiedy Mike był w ciągu dnia w pracy, Mała Elza spędzała większość czasu wędrując samotnie po ulicach. Zawsze towarzyszyła jej przy tym pluszowa zabawka – królik, z którym nigdy się nie rozstawała. Był to prezent urodzinowy od ojca – kiedyś, dawno temu. Ich dom pełen był w tamtych czasach śmiechu i wrzawy, a teraz było w nim bardzo cicho. Ich matka, piękna blondynka o imieniu Rozalia, chorowała od wielu miesięcy, a lekarze nie potrafili jej pomóc. Jej stan był bardzo poważny. Nikt nie wiedział, co z nią będzie. Rozalia traciła siły, a Mała Elza myślała, że matka po prostu więdła bez ukochanego męża, tak jak kwiat róży pozbawiony światła słonecznego.

Drzwi wejściowe na dole zamknęły się cichutko, ale i tak ich stuknięcie zbudziło Małą Elzę. Wiedziała, że to Mike właśnie wyszedł do pracy i wstała szybciutko. Z nosem rozpłaszczonym na szybie, patrzyła jak odchodzi. Pomachała chłopcu ręką, choć nie mógł jej zobaczyć. Był to jej codzienny, poranny rytuał: kiedyś tak posyłała w tajemnicy ciepłe „do widzenia” swojemu ojcu, a teraz bratu.

Nagle, jakieś dziwne zamieszanie na rogu ulicy niedaleko od ich domu przyciągnęło jej uwagę. Stał tam na skrzyżowaniu duży budynek. Jego wysoką, drewnianą konstrukcję pomalowano niedawno na dość nietypowy, rdzawo-beżowy kolor. Okiennice na oknach budynku zawsze były szczelnie zamknięte. No ale to było zupełnie normalne w ich mieście. Okna, drzwi, rolety, furtki w ogródkach – wszystko było pozamykane. Prawie zawsze.

Mała Elza zmrużyła ciemne oczy, aby lepiej widzieć, co się tam dzieje. Ku jej zaskoczeniu, dostrzegła kilka osób wchodzących do budynku, jedna po drugiej, w ciągu zaledwie kilku minut. Wszyscy oni zachowywali się bardzo dziwnie. Rozglądali się ukradkiem wokół, a następnie delikatnie pukali w drzwi, jakby nie chcąc, aby ktoś obcy to usłyszał. Drzwi otwierały się chwilkę później, przybysze znikali wewnątrz, a drzwi zamykały się szybko za nimi, z cichutkim stuknięciem.

Mała Elza rozejrzała się uważnie po całej ulicy. Wiedziała, że to nie był taki sobie zwykły budynek i że to, co odbywało się na rogu, nie było zwyczajnym spotkaniem grupki znajomych. Wiedziała także, że ludzie ci należeli do Podziemnej Opozycji i że dzisiaj gromadzili się w Komnacie Zebrań. Dziewczynka powoli cofnęła się od okna. W kraju rządzonym przez Wielki Syndykat, gdzie Patrolujący Złodzieje przemierzali ulice, obserwując wszystko, lepiej było nie wiedzieć niczego o niczyich tajemnicach, czy potajemnych spotkaniach.

***

Komnata Zebrań wypełniona już była po brzegi, a ludzi ciągle przybywało. Odbywało się tutaj tego ranka ważne posiedzenie Podziemnej Opozycji. Wszyscy zgromadzili się wokół długiego mahoniowego stołu, na którym stała szklana misa wypełniona wodą, przykuwając zaciekawione spojrzenia.

Okiennice były szczelnie pozamykane, a pomieszczenie oświetlały wysokie łojowe świece, rzucając na ściany ciemne, wysokie cienie. Cienie te kłębiły się i goniły w jakimś tajemnym rytualnym tańcu. Wszystko i wszyscy wyglądali na wyższych w przyćmionym blasku świec, jakby to było zgromadzenie milczących olbrzymów. Przyglądali się uważnie sobie nawzajem, być może wydobywając z pamięci znajome twarze. Chociaż, lepiej było nie znać tutaj nikogo. Lepiej było nie wiedzieć za dużo, tak na wszelki wypadek. W razie gdyby Patrolujący Złodzieje chcieli ich przesłuchiwać, lepiej było nie znać żadnych istotnych szczegółów, które można byłoby od nich wyciągnąć.

Jedynym, którego wszyscy dobrze znali, był ich przywódca – Centres. Całkowicie mu ufali. On także ufał samemu sobie, będąc absolutnie pewnym, że nawet torturowany przez Cienie, prędzej odciąłby sobie język, niż zdradził swoich ludzi. Tak ich właśnie nazywał w myślach: „moi ludzie”. Czuł się za nich odpowiedzialny, byli przecież jedyną „rodziną”, jaką kiedykolwiek posiadał. Nic nie było dla niego ważniejsze niż jego ludzie i jego misja.

Centres wysunął się do przodu i rozejrzał po Komnacie. Wszystkie oczy zwrócone były teraz na niego. Czekali, co oznajmi im ten postawny, silny mężczyzna.

Na pierwszy rzut oka Centres sprawiał wrażenie spokojnego, dystyngowanego człowieka, ze swoimi szpakowatymi włosami, zawsze starannie uczesanymi, jakby prosto od fryzjera. Jednak jego oczy zdradzały coś innego. Głęboko osadzone, o stalowym przenikliwym spojrzeniu, ujawniały kogoś, komu lepiej było nie wchodzić w drogę i lepiej było być mu posłusznym bez szemrania. Oczy Centresa były zimne i ostre jak sztylety.

Quilee, młody i ciemnowłosy mężczyzna stojący obok przywódcy, przypominał czujną, drapieżną panterę. Był on zaufanym powiernikiem i ochroniarzem Centresa, bystrym, szybkim i absolutnie oddanym. Centres dyskretnie skinął na niego i Quilee bezszelestnie opuścił Komnatę. Poruszał się jak dziki kot, z naturalną perfekcyjną elegancją: sprężony i precyzyjny.

Przywódca odwrócił się w stronę stołu i spojrzał w dół, na misę z wodą. Zapadła zupełna cisza. Centres uśmiechnął się do siebie. Tak, zawsze miał ogromny wpływ na ludzi. I zawsze go to cieszyło. Pozwolił im czekać w milczeniu przez chwilę, zanim się odezwał.

– Tajemna Rada miasta Attic Town zwróciła się do mnie z prośbą przekazania Wam podziękowania za Wasze oddanie naszej wspólnej sprawie. Zapewniam Was, że Wasza lojalność i zaangażowanie nigdy nie zostaną zapomniane. Ani dzisiaj, ani jutro, ani gdy nadejdzie to, co ma nadejść!

Zgromadzeni przytakiwali, pomrukując, a potem jak dobrze wyszkolony chór zaintonowali jednogłośnie zdanie, które odbiło się potężnym echem od ścian Komnaty.

– To co ma nadejść, wkrótce się stanie!

W tej chwili drzwi do Komnaty uchyliły się bezszelestne i Quilee wsunął się do środka. Centres pytająco uniósł brwi, patrząc na niego z wyczekiwaniem. Quilee dyskretnie skinął głową, co wystarczyło, aby kąciki ust Centresa drgnęły w prawie niewidzialnym grymasie zdradzającym zadowolenie. Tak, Quilee jeszcze nigdy go nie zawiódł.

– To co ma nadejść, wkrótce się stanie – Centres powtórzył dobitnie i kontynuował swoją przemowę. – Wkrótce chaos i wszelka niedola w naszym kraju ustaną. Skończy się cierpienie i zniknie wszelkie zło. Szczęście powróci do Attic Town. Już niedługo… Bracia, siostry… – rozejrzał się wokół i zatrzymał na chwilę wzrok na kilkorgu dzieci, stojących w pobliżu i wpatrujących się w niego szeroko otwartymi oczami. – Wkrótce ustaną wszelkie podziały między nami. Będziemy znowu jedną całością – dodał jakby cieplej.

Oczy dzieci rozbłysły radością. Okrzyki podniecenia wybuchły wśród zgromadzonych, ale Centres uciszył je szybko jednym ruchem ręki. Znakomicie potrafił kontrolować tłumy. Jak prawdziwy wodzirej, dobrze wiedział jak rozpalać w nich ogień, jak go gasić i wywoływać w nich jedną emocję po drugiej. Wziął teraz głęboki wdech, jakby podkreślając tym jakąś ważną myśl.

– Mam dla Was wiadomość – powiedział znacząco. Po czym nagłym szybkim ruchem, który spowodował, że kilkoro dzieci stojących najbliżej lekko się przestraszyło, skierował swój długi, kościsty palec ku bocznemu, wąskiemu wejściu po lewej stronie.

– Jest z nami drodzy Państwo… – Centres dramatycznie zawiesił głos, a wszyscy wstrzymali oddech, czekając w napięciu, co powie dalej.

– Jest z nami dzisiaj… nasza Moona! – dokończył zdanie rozkładając szeroko ramiona w powitalnym geście.

Najwyraźniej imię Moony zrobiło na zgromadzonych wielkie wrażenie, gdyż większość wręcz wstrzymała oddech. Pośród kompletnej ciszy boczne drzwi otworzyły się powoli i do Komnaty weszła wysoka kobieta w nieokreślonym wieku. Nie była ani młoda, ani stara, o pięknej aparycji, ciepła i sprawiająca wrażenie nieco figlarnej, z jakąś ukrytą pod dystyngowanymi ruchami dziecięcą radością. Długie ciemne włosy, błyszczące i nieskazitelnie czarne, spadały kaskadą na jej ramiona, tworząc naturalną oprawę dla jej regularnych rysów i dużych, szmaragdowych oczu. Wyglądała i poruszała się zjawiskowo, a kiedy z gracją zbliżyła się do stołu, jej pastelowa zwiewna sukienka wydała jakby ciche westchnienie, tańcząc wokół jej ciała.

Centres, z uśmieszkiem samozadowolenia, usunął się na bok, a Moona podziękowała mu lekkim skinieniem głowy, zajmując centralne miejsce przy stole. Wszyscy patrzyli na nią w skupieniu. Nikt nawet nie drgnął, nie zakasłał ani nie chrząknął. Wydawało się przez moment, że czas zatrzymał się w Komnacie Zebrań i że nigdy nie ruszy już z miejsca.

Moona powolnym ruchem uniosła dłonie nad misą z wodą.

W Komnacie pociemniało. Nikt nie był pewien, czy była to tylko ułuda, przywidzenie w półmroku, czy też niebo na zewnątrz zaciągnęło się chmurami. Wszystko wokół poszarzało, stapiając się w jedną burą masę, a w tej szarości rozbłysła niebieskawym światłem misa. Zaczęły w niej świecić coraz jaśniej drobne iskierki jak świetliki w noc świętojańską, migotając nad powierzchnią wody, która teraz zaczęła bulgotać. Wprawiło to zgromadzonych w takie zdumienie, że aż jęknęli zgodnym chórem różnobarwnych głosów.

Od dawna snuto różne opowieści o Moonie, przekazując je sobie z ust do ust w całym mieście. Ludzie mówili, że nikt nie wiedział dokładnie, jak i kiedy przybyła do Attic Town. Wydawało się, że zawsze tam była, od zamierzchłych czasów. Nawet rodzice ich rodziców przypominali sobie tę tajemniczą piękność przechadzającą się w swoim różanym ogrodzie, do którego nikt nigdy nie miał wstępu bez specjalnego zaproszenia. Tylko niewielu kiedykolwiek mogło go odwiedzić.

Zastanawiano się, jak duży wpływ miała Moona na Rozalię, matkę Mike’a i Małej Elzy. Rozalia, jako jedna z nielicznych, spędzała sporo czasu w tajemniczym ogrodzie, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Tylko potem coś musiało się zmienić, bo nagle jej wizyty skończyły się jak ucięte nożem i nikt już więcej nie widział jej w pobliżu różanego raju.

Rozalia wyszła za mąż dość wcześnie, a wkrótce powiększyła się jej rodzina. Zasadziła potem wiele krzewów róż w ogrodzie przy domu. Widywano ją często jak je pielęgnowała, zupełnie tak, jak robiła to Moona. Niektórzy mówili nawet, że córka Rozalii, Mała Elza, zaczęła odwiedzać Moonę, podobnie, jak to przedtem robiła jej matka. Jednak nikt nie był tego do końca pewien. Wszelkie plotki na ten temat szybko ustały, kiedy Rozalia wszystkiemu zaprzeczyła, oznajmiając, że jej córka nie ma nic wspólnego z Mooną.

Teraz, na tajnym zebraniu, królewsko piękna, posągowa Moona skupiała na sobie całą uwagę zgromadzonych. Tak, jak zawsze.

– Strzeżcie się – zaintonowała powoli. – Miejcie się na baczności mieszkańcy Attic Town. Długo przyszło Wam czekać na to, co nadchodzi. Jednak już się zaczęło. Nadszedł już czas.

Zapadła jeszcze większa cisza i jak ciężka płachta przykryła całą Komnatę.

– Jednak zło nie ustąpi tak łatwo – ciągnęła dalej – o nie, nie zrezygnuje ze swojej mocy. Podniesie jeszcze głowę, wgryzie się w noc i pożerać będzie ciała i połykać dusze.

Poruszeni ludzie zaczęli szemrać między sobą, coraz bardziej podnosząc głosy. Zostali jednak szybko uciszeni przez Centresa.

– Strzeżcie się, bo nie wszyscy doczekacie końca – Moona kontynuowała swoją wizję.

Te słowa wywarły na nich tak wielkie wrażenie, że w milczeniu wymieniali tylko przestraszone spojrzenia.

Kobieta zamilkła i patrzyła na nich z troską w szmaragdowych oczach. Była w nich także trzeźwość i przenikliwość, jakby widziała ich serca jak na dłoni. Jakby wiedziała, co się w nich skrywa. Kiedy przemówiła znowu, jej głos, pomimo, że teraz cichszy, wydawał im się donośniejszy od głośnego gromu.

– Ale ci, którzy przetrwają, wkrótce będą cieszyć się szczęściem i wolnością miasta Attic Town – oznajmiła.

Zamilkła znowu i spuściła oczy. Woda w misie teraz niemal zawrzała. Bulgotała i pieniła się zaciekle, szybko zmieniając kolor. Migotające iskierki rozbłysły mocniej, wydłużając się na zewnątrz, niczym świetliste, upiorne palce.

Wszyscy przybliżyli się bardziej, przyglądając się temu zjawisku, niektórzy wstrzymując oddech.

Moona stała nieruchomo, jakby pogrążona w głębokim transie. Może jej umysł krążył w jakimś niewidzialnym świecie, gdzie ucztował z niesfornymi duchami, wykradając im tajemnicę przyszłości, której nikt inny znać przecież nie mógł.

– Powiedz nam więcej – wyszeptał wreszcie Centres.

Wieszczka powoli podniosła oczy i delikatnie przesunęła dłonie nad misą.

Przybędzie ktoś obcy, z dalekiego kraju – zaczęła. – Przybędzie tu ze swoją siostrą. A będzie on wystarczająco silny, aby pokonać całe zło.

W Komnacie wybuchła wrzawa. W zgiełku z trudem można było rozróżnić powtarzające się pytania. – Kto to jest? Skąd przybędzie? Powiedz nam więcej, co jeszcze widzisz? – pytali wszyscy naraz.

Cisza! – Centres krzyknął z całych sił. – Nigdy nie można przerywać Moonie, rozumiecie?!

Wszyscy zamilkli ponownie, a po chwili Moona, zamykając oczy, powróciła do swojej proroczej wizji.

– O, to będzie prawdziwy bohater. Chociaż on o tym jeszcze nie wie, niczego nie podejrzewa… Jego odwaga rośnie w nim jak wschodzące słońce. Ale jego moc jest jeszcze uśpiona, jakby czekając, nie będąc jeszcze gotową. Będzie się musiał strzec, bo nie potrafi… nie będzie umiał odróżnić dobra od zła. Dlatego może zwrócić się w obie strony… A to kim on się stanie, zaważy na tym, co stanie się z nami.

Przerwała i zamilkła. Wszyscy czekali, a oczekiwanie zdawało się tak długie jak era lodowcowa, która więzi nadzieje i życia. Kiedy wreszcie otworzyła oczy, wydawały się teraz inne, zmrożone chłodnym powiewem. Rozejrzała się wokół, jakby nie do końca świadoma tego, co przed chwilą powiedziała. Uśmiechnęła się łagodnie i dodała – Dokładnie tak, jak przepowiada nasza Legenda.

Nikt nie odważył się przemówić. I nikt nie zauważył Cienia za oknem, przyklejonego do ściany i słuchającego tego, co działo się w Komnacie Zebrań.

Po chwili Cień oderwał się od budynku, przybierając postać mężczyzny ubranego na czarno. Mężczyzna szybko podążył w głąb ulicy i zniknął za najbliższym rogiem.

KONIEC ROZDZIAŁU

CAŁA KSIĄŻKA JEST OBECNIE DOSTĘPNA W J. ANGIELSKIM NA CAŁYM ŚWIECIE: LINK

TRWA PRACA NAD POLSKĄ WERSJĄ JĘZYKOWĄ – 17 ROZDZIAŁÓW

W POLSCE BĘDZIE DOSTĘPNA JUŻ NIEDŁUGO: LINK


Zapisz się na newsletter i otrzymaj Specjalny Prezent: "Mistrz i Zielonooka Nadzieja" - panorama książki

Nagrałam dla Was Wprowadzenie oraz Rozdział Pierwszy książki “Mistrz i Zielonooka Nadzieja” – 

to najdłuższy rozdział w całej książce, składający się z kilku części.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER: http://johannakern.pl/newsletter/


DRUGA KSIĄŻKA ORAZ PŁYTY CD:

365-pl-on-white-perspective

Okladka-Front_1200_new2SSN_PRZODCDBookletOutsideTemplate

Johanna Kern twoje piękne ciałoCDBookletOutsideTemplate

 

KANAŁ JOHANNY
KERN NA YOUTUBIE:

WIELE CIEKAWYCH RZECZY DO OBEJRZENIA. Zajrzyj tam i obejrzyj 2 min. zwiastun, który wita odwiedzających.

SUBSKRYBUJ, ŻEBY BYĆ NA BIEŻĄCO (kliknij na obrazek):

JK PL YOUTUBE 2

 

 

zobacz inne wpisy